24 czerwca 2012

Facebook / lifestyle, rower



Od kilku dni staram się przywrócić fanpage'a mojego bloga na facebooku do jakiegokolwiek życia. Stworzyłem, bo jak zawsze wywróżyłem sobie wielką popularność bloga, na którego sam do końca nie miałem pomysłu,ale wymyśliłem sobie, że będzie to blog osobisty+recenzje produktów. Obecnie idea się troszkę zmieniła, tematyka jest bardziej lifestylowa, codzienna, aczkolwiek nie rezygnuje z moich opinii i recenzji. Fanpage nie jest już tak potrzebny, ale skoro jest, to zamierzam go ożywić.
Zachęcam, polubcie stronę na facebooku! W jakimś stopniu mnie dowartościujecie, a i poczytacie jeszcze większe pierdoły niż tutaj, bo zamieszczam tam teraz rzeczy, na które szkoda poświęcać osobnego posta, bo byłby zwyczajnie za krótki. Mniej więcej taki jak ten, albo i krótszy!
Lajkować możecie po prawej stronie tego tekstu, lub TUTAJ.
Żeby nie tracić posta na jedną prośbę, opiszę jeszcze kilka wydarzeń z ostatnich dni.
Leniwe życie. Bo wakacje. Po co robić cokolwiek jak można się opierdalać. Takie ostatnio mam podejście. Do szkoły nie chcę mi się chodzić i pewnie dlatego nie odwiedzę jej już zbyt wiele razy w tym tygodniu. Nic mi się nie chcę. Opisałbym to krótko : siedzę w domu i wpierdalam żarcie, ale na szczęście jest odrobinę lepiej. Ratuję mnie rower, bo w ten weekend zrobiłem sporo kilometrów jak na ten sezon.


Piątek - 11,90 km
Sobota - 40,66 km 
Niedziela (dziś) - 36,49km


W piątek nic ciekawego - Krakowska, Czerwona, Mościce i do domu. Wczoraj pojechałem Krakowską do Zbyltowskiej Góry jadąc w kierunku Mościc, a następnie przez Ostrów na Dwudniaki. Posiedziałem chwilę, ale właściwie to na Trzydniakach, bo Dwudniaki były zajęte.
Dziś było ciekawiej. Od początku miałem dziwny strach, że przebiję dętkę, ale co tam - jadę bez zapasowej, bez pompki, bez niczego. Pojechałem do Zgłobic, chciałem skręcić na Zbyltwoską Górę ,ale stwierdziłem, że ta trasa mi się znudziła i pojechałem dalej. Jechałem, jechałem i dojechałem do Wojnicza. 
Kurwa, nie miałem żadnego picia. Może nie wiecie, ale ja piję bardzo dużo. Czasami z 3 litry dziennie. Głównie woda, bo od tego gówna jakim są napoje staram się uwalniać.
Bez picia, bez zapasowej dętki,  bez pompki skręciłem w kierunku Żabna (ah te skojarzenia z moim nazwiskiem..) ,  następnie trochę się zagubiłem i zapytałem jakiejś miłej pani gdzie jechać. Pani bardzo się przejęła moją wycieczką, trochę powypytywała czy często jeżdżę , pokazała drogę i życzyła udanej jazdy.
Po przejechaniu około 5km zacząłem ogarniać teren. Pojechałem drogą Bogumiłowice - Ostrów, która oczywiście jak to drogi w tym rejonie była zamknięta z powodu budowy autostrady. Jakoś przejchałem.
Potem w stronę Mościc, a następnei na działkę nakarmić ptaki i ogólnie zobaczyć co i jak . To juz mój ostatni dzień opieki nad działką, bo jutro wraca mój tato z sanatorium. Jeden obowiązek mniej, ale nie było to takie straszne.


Staram się sobie radzić,choć wcale nie jest tak zajebiście. Sporo się spierdoliło, co cały czas mam w głowię i żadna rozrywka nie pozwala mi o tym zapomnieć. Niestety, jak ktoś nie chcę nic zrozumieć, to wszystko traci sens. Dobra, nie wiecie o czym mówię, więc może kiedyś o tym napiszę. Chciałem napisać ostatnio, ale jestem po prostu tchórzem (ta samokrytyka pewnie cholernie ucieszy zainteresowaną osobę, która tak kocha mnie wyśmiewać i krytykować!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz