6 lutego 2012

Małe wyzwania mają sens!

Wyzwanie: Sukces! Dziś miałem egzamin wewnętrzny na prawo jazdy. Teoretyczny taki. Tak, wiem.. czym tu się koleś podnieca, przecież to każdy zdaje, wykładowca podpowiada ( u mnie nie podpowiadał!) i generalnie co to za sukces! No może i żaden, ale i tak mnie strasznie cieszy. Sprawdziłem się w testach, poczułem namiastkę egzaminu państwowego, no i już wkrótce będę jeździł swiftem po mieście. Czemu miałbym się nie cieszyć?  

Przed egzaminem miałem badanie lekarskie. I szczerze mówiąc, to tego bałem się bardziej. Ostatnio zauważyłem, że coraz częściej bolą mnie oczy. Czasami wydaje mi się, że gorzej widzę. Bałem się, że nie przeczytam tych fajnych literek i lekarz wypisze mi jakiś papierek, że mam nosić okulary. A to byłby niezły cios. Na szczęście okazało się, że wzrok mam  bardzo dobry i generalnie nie ma żadnych problemów. Potem egzamin. 1 błąd. No ujdzie. Zawaliłem jedną z najprostszych rzeczy, która jest dla mnie oczywista! Nie wiem , jakaś chwila nieuwagi i już błąd. W sumie to tak właśnie stworzone są te testy. 

Pytanie: Który znak zabrania jazdy z prędkością 50km/h?


Wybrałem B i C. Trzeba być idiotą. Nie wiem jakim cudem zaznaczyłem C. Przecież to oczywiste. Nie myślałem i tyle. Ważne, że zaliczyłem!

Myślę, że mam dobre podejście. Wiadome, każdy cieszy się,  jak osiągnie coś trudnego, osiągalnego dla elity. Łatwe zadania idą na drugi plan, nikt nie uważa ich za sukces. Ale czemu?  Nie da się ukryć, takich łatwiejszych wyzwań jest o wiele więcej niż tych trudnych. Jeżeli każde łatwe wyzwanie będziemy traktować jak sukces, będziemy mieli więcej motywacji, radości, sił do tych trudniejszych zadań! 
Przykład z blogiem ciąg dalszy: ktoś założył sobie o takiego zwykłego, brzydkiego wizualnie bloga. Co mu z tego, jeżeli nie będzie to dla niego sukcesem. Bo przecież sukcesem to jest założenie facebooka, youtube'a itp. Dupa. W taki sposób nie da się do niczego dojść. Youtube był kiedyś jakąś małą stronką z filmikami właściciela. Jeżeli cieszy Cię ten mały blog, to masz duże szanse rozwinąć to co robisz. Bo robisz to z pasją, a to jest najważniejsze. Poczytaj sobie biografie znanych ludzi. Wszyscy zaczynali od jakichś pierdół, pozornie nic nie znaczących. 
(I nie , wcale nie twierdzę, że mój blog będzie kiedyś popularny-  nie zależy mi na tym! )
Ok, wątek filozofii jak na dzisiejszy post chyba zakończony! 

Miałem napisać już wczoraj, ale musiałem( to znaczy chciałem) napisać mojej ukochanej stronę internetową na informatykę. Jakieś tam podstawy pisania znam, ale to tyle. To nic,że miało to być w programie typu front page, gdzie z tego co wiem dodawane jest setki niepotrzebnego kodu. Jaki jest tego sens? Czemu nikt nie napiszę od podstaw programu nauczania z informatyki? Nieważne czy w podstawówce, czy w gimnazjum, czy w liceum.
Z tego co pamiętam , w podstawówce uczyli nas jakiegoś żółwia i ac logo ( sam nie wiem do czego to było i po co to komu w XXI wieku), w gimnazjum w sumie nic nie robiliśmy, w liceum braliśmy  wiersz poleceń i inne bezsensowne rzeczy. Jaki ma sens pisanie strony w podstawowym html w liceum? Jak ktoś będzie chciał zakładać stronę, to albo to komuś zleci,albo zrobi to arkuszami stylów, kreatorami. Efekt ładniejszy niż podstawowy html. 
To samo z wierszami poleceń itd. Po co to komuś, kto nie będzie informatykiem w XXI wieku? 
Dobra, olać to!

Ostatnio oglądam dużo filmów. Wszyscy dookoła mówią, że książki rozwijają, są zajebiste i w ogóle. A co, filmy nie? Osobiście lubię książki, choć mało czytam , bo leń ze mnie. Do oglądania filmów zainspirował mnie filmweb, a konkretniej ludzie mający tam konta. Oglądasz, oceniasz, wyrabiasz sobie gust, zaczynasz mieć ulubionych aktorów. Fajna rzecz. W wolnej chwili zamierzam oglądać jak najwięcej filmów. Oczywiście ambitniejszych niż jakieś 'M jak Miłość - wersja kinowa'.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz