3 stycznia 2012

Stracony czas.

Pod wpływem wczorajszych rozmów i własnych przemyśleń doszedłem do banalnego faktu dotyczącego szkoły, nauki itp. Banalnego ,ale nigdy nie patrzyłem na to z takiej strony. 
Od najmłodszych lat sobie olewałem. Olewałem już podstawówkę i naukę liczenia i innych podobnych. Potem miałem problemy z tym , bo nie znałem podstaw, w sumie to dalej mam. Niby w 5 i 6 klasie podstawówki zapierdalałem jak głupi i wywalczyłem swój wymarzony pasek, ale nigdy później już nie odzyskałem takiej motywacji. Myślałem nad tym czemu i stwierdziłem, że to dlatego, że miałem dużo wolnego czasu, nie miałem znajomych. Zabiłem lenistwo, ale nie miałem do czynienia z życiem towarzyskim. Było łatwiej. W gimnazjum zaczęło się szybkie uczenie i równie szybkie zapominanie, w liceum podobnie.. Ale to nie jest moje przemyślenie. Jest banalne, ale to nie to.  Chodzi o to, że

traciłem czas. i żałuje tego. Ostatnio o tym pisałem w planach, ale co tam jeszcze raz, bo jest to coś czego najbardziej żałuje - języki. Angielskiego uczę się przez całą podstawówkę, całe gimnazjum. Oczywiście przez wszystkie te lata olewałem sobie. Nie uczyłem się słówek, a jeśli uczyłem (bo zależało mi na ocenie) to zaliczałem je na 'odpierdol się' czyli typowe wyuczenie na pamięć , zdanie i rzucenie kartki w kąt. Dla kogoś bez wyjątkowych zdolności zapamiętywania jest to równoznaczne z zapomnieniem tych słówek. To samo z czasami. Wszystkie po 'Present Simple' olałem i niby znam , a jak przyjdzie coś trudniejszego to totalne nic. Oczywiście tak samo z wypowiadaniem się. Nie mówię już o odpisywaniu zadań, które praktykowałem jeszcze kilka tygodni temu. Bez sensu. A potem znowu bezsensowne klepanie tego przed maturą , zdanie jej na minimum i zapomnienie. Spoko,ale angielski będzie mi pewnie potrzebny. Tym bardziej, że chce wyjechać do Stanów. Zajebiste podejście ale i tak kuźwa się cieszę, że zrozumiałem to teraz, bo mam szanse jeszcze coś zmienić. Niektórzy ogarniają to dopiero, kiedy przyjdzie im gdzieś wyjechać, albo w pracy wymagany jest język. Nie jest najgorzej,ale i tak zjebałem.
Tak samo jest z matmą. Może i nie jest bardzo potrzebna w 'normalnym' codziennym życiu, ale maturę trzeba napisać. A przez swoje olewanie od najmłodszych lat, wykreowałem sobie pogląd, że jestem humanistą przez co całkowicie olewałem ten przedmiot. Jeszcze lepsze podejście, no nie? Fakt, jest to dla mnie trudne.. Wielu rzeczy nie rozumiem ,ale mogłem przynajmniej próbować. Może gdybym uczył się tego od najmłodszych lat, nie miałbym teraz z tym problemu i miałbym szanse iść na bardzo pożądane w tym kraju studia techniczne. Aktualnie? Nie ma szans, za bardzo się w tym gubię.

To była część przedstawiająca błędy.
A teraz co chcę z tym zrobić.

z matematyką rozpocząłem już rok temu w kwietniu, kiedy zapisałem się na korki plus oczywiście motywacja i chęć zrozumienia. Od tego czasu widzę progres, ale daleko mi do 'bycia w tym dobrym'.  

Angielski? Szczerze mówiąc chciałem ogarnąć się w tym już od jakiegoś czasu,ale brakowało motywacji i wytrwałości. Niby coś tam zacząłem więcej czytać, tłumaczyłem nawet piosenki,ale brakowało czegoś. Chyba jakoś tydzień temu zrozumiałem jak duże mam braki, kiedy moja dziewczyna postanowiła mnie trochę przepytać. Załamałem się ,ale szybko zacząłem działać. Idzie to powoli,ale mam coraz większą motywacje. Już się nie zmuszam. Sam codziennie wracam do słówek, powtarzam je. Kupiłem sobie repetytorium do matury rozszerzonej. Póki co uczę się słówek, wplatam je w zdania, staram się dużo mówić z ich wykorzystaniem, żeby łatwiej zapamiętać. Google translate jest włączone u mnie praktycznie caly czas, oczywiście tylko jako słownik, nie translator gotowców. Jak widać, staram się realizować swoje postanowienie noworoczne i zmienić coś. Szkoda tylko, że przez tyle lat marnowałem tyle czasu.  Gdybym tego nie robił, może teraz nie musiałbym tworzyć sobie planu nauczenia się języka w szybkim czasie. No ale za błędy się płaci podobno - ja zrobię tak,aby nie zapłacić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz