Generalnie gardzę poglądem, że Polska jest do dupy, szczególnie jeśli mówią to ludzie w wieku szkolnym. Bo gówno im ten kraj zrobił. Polska nie jest do dupy. To ludzie są do dupy. Wieczne niezadowolenie, narzekanie na całe otoczenie, na autostrady, na wszystko. W dodatku jeżeli od małego dziecko nauczone jest, że Polska to gówno no to sorry ,ale dobrze być nie może. Gdybyś jeszcze robił coś w kierunku żeby było inaczej. A jak siedzisz na dupie przed telewizorem i komentujesz jak to jest do dupy to czego oczekujesz. Pomyśl sobie, że to samo w tym samym czasie robi jakieś 60% społeczeństwa tego kraju i resztę można sobie dopowiedzieć..
W żadnym kraju przecież nie było nigdy super. Stany nie od razu były bogate, ludzie ostro zapierdalali żeby stworzyć taką potęgę. Ale jeżeli woli się siedzieć na dupie, narzekać, a potem mówić jaka to Polska jest posrana no to spoko. Bez sensu dłużej to omawiać, bo nie o tym chciałem dziś pisać. To jest tylko wyjaśnienie, że nie jestem kolejną osobą z serii 'Stany są zajebiste, Polska jest ble', bo jakoś osobiście wkurwiają mnie tacy ludzie. To, że podoba mi się styl w życia w USA wcale nie kwalifikuje mnie do takiej grupy.
Trudno jest nie tolerować zachodu. Słynna globalizacja narzuca tę tolerancje.
Kiedyś miałem to w dupie. Czy USA czy Polska czy cokolwiek. To był etap, kiedy nie interesowało mnie nic. Zero pasji. Zero marzeń. Potem zacząłem być troszkę bardziej obyty w różnych dziedzinach. Oglądałem filmy. Szczególnie przypadały mi do gustu filmy, których akcja toczyła się w Stanach, głównie w Nowym Jorku. Szukałem miejsc w Google Earth, na powszechnie znanym facebooku patrzyłem sobie na ludzi np. z NYC. I poczułem chyba to, czym zachwycają się wszyscy. Tam jest po prostu inaczej. I tu powrót do tego co mówiłem na początku. Nowe perspektywy, możliwości, wszystko. To nie Stany są zajebiste (tzn. po części też). To ludzie są zajebiści. I to właśnie jest zasadnicza różnica i jednocześnie rada, dlaczego Polska tak często jest 'ble'. Wiadomo, jeżeli nie ma wiecznego narzekania na swój los to i kraj staje się lepszy. Strasznie podoba mi się styl życia i nie chodzi mi tu o fast foody, których nie jem już od początku roku,a nawet trochę dłużej ;).
Do końca nie da się tego określić,ale na ten urok składa się wiele rzeczy.
Moim wręcz marzeniem jest, żeby kiedyś polecieć do Nowego Jorku, ewentualnie gdzieś indziej w Stanach. A podobno dobrze mieć marzenia. Nie mówię tu o osiedleniu się na stałe, chociaż fajnie by było,ale żeby przynajmniej zobaczyć coś, poznać ten klimat. Póki co realizacja odpada,ale w niedalekiej przyszłości może się udać. Czy coś mnie ogranicza? W sumie pieniądze. Ale będę dobrej myśli, że uda mi się uzbierać i znaleźć jakieś kontakty żeby móc pojechać.
btw, właśnie to w ogromnym stopniu przyczyniło się do mojego postanowienia o nauce języka :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz