25 marca 2012

Rower #6: Weekend

Wczorajszy i dzisiejszy dzień oczywiście jak przystało na weekend - na rowerze. No może nie w całości,ale jednak był ten element w dniu. Wszystko fajnie, ale moje trasy były za bardzo spontanicznie i w efekcie jeździłem trochę bez celu. Wczoraj było ok, dziś już trochę gorzej. Szczegóły po kliknięciu 'Czytaj więcej' !



Sobota 


Wybrałem się ul. Krakowska w stronę rzeki białej, potem na Koszyce. Nie wiedząc gdzie dalej jechać, postanowiłem przejechać całą linie autobusu 222. O tak dla jaj, bez powodu. 
Podczas jazdy coś zaczęło stukać. Okazało się, że cała korba mi się rusza i pewnie za chwilę odleci. Miałem już tak rok temu. Niefajne uczucie jak ruszasz i nagle wszystkie elementy idą we wszystkie strony prosto na ulice. Trudno, przecież nie będę wracał, olałem to i pojechałem dalej.
W połowie drogi postanowiłem zmienić trasę odbijając na niebieski szlak wiodący ul. Stromą, który wyprowadził mnie do ulicy Krakowskiej. Kontynuowałem jazdę szlakiem ulicą Spacerową, potem ulicą Pszenną, którą jechałem pierwszy raz. Jakiś kościół, czarne mercedesy - jak się trafnie domyśliłem- klasztor. 


Kierowałem się tą ulicą aż do skrzyżowania z ul. Morka, potem przez jakieś leśne tereny aż do ul. Norwida.
Odpuściłem sobie niebieski szlak i pojechałem Kwiatkowskiego, Czystą, Wyszyńskiego, Elektryczną aż do Spokojnej, gdzie na już nie takim sporym ( dawniej myślałem, że większym) wzniesieniu dostałem się aż pod Carrefour. 
Potem pojeździłem chwilę ukończonym już, ale nie otwartym zjazdem z autostrady, odbiłem w Las Lipie, a następnie zjechałem Jana Pawła i dobiłem do Lwowskiej. Potem do domu.
Niestety znowu nie wiem ile kilometrów zrobiłem, ani ile kcal spaliłem. Od następnego razu znowu będą podróże z GPS..




Niedziela


Cel był ustalony. Przez Skrzyszów, Łęki itp. aż do Pilzna. Wyszło tak, że okropny(naprawdę okropny!) wiatr uniemożliwiał komfortową jazdę i było do dupy. Zawróciliśmy w Łękach, a w powrotnej drodze przebiłem dętkę. Super. Zanim uzbieram kasę na nową, to minie trochę czasu. Podsumowując - wycieczka do dupy.


Podsumowując, 


Weekend dość udany, z wyjątkiem niedzieli. Nie mam żadnych dokładnych statystyk, więc nie porównam z poprzednim. Nieważne. Najważniejsze jest to, że realizuje mój plan wyrabiania sobie kondycji. A teraz czeka mnie mała przerwa, aż do uzbierania kasy na dętkę. ; ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz