18 stycznia 2012

Wytocz mi proces!

Wiedziałem, że kiedyś o tym napiszę. To wkurwiające, że szkoła uczy takich szlachetnych wartości, a tak naprawdę reprezentuje sobą coś zupełnie innego. Ale po kolei.
Był wrzesień. Pierwszy dzień szkoły. Klasę po roku już znam dobrze, aż tu nagle coś nowego. Wielkie, grube i w okularach. Nowy kolega. Pomyślałem, że spoko, co mi tam. Kilka dni później uruchomiłem swoje znajomości i wypytałem troszkę co i jak. Okazało się, że szanowny kolega jest po prostu pierdolnięty. Nie dość, że wywalono go z poprzedniej szkoły, to jeszcze miał wyroki. I nie, wcale nie jest typem JP 100% przed którym wszyscy uciekają. Wygląda wręcz śmiesznie. 
Co mi tam, nie robi nic złego, z klasą nie spędzam przecież całego życia, więc spoko. Niech sobie chodzi do mojej klasy. Wszystko do czasu. Do czasu, gdy zaczął opowiadać swoje bardzo prawdziwe historyjki typu 'sprowadzałem Jaguary z Niemiec, załatwić Ci?', ' Byłem dilerem, ale już w tym nie robię' , 'Patrz, tu mam blizny po maczecie, trzymało mnie trzech, ale dałem im radę i uciekłem' i miliony innych, które naprawdę męczą, jeżeli opowiadane są na głos na lekcjach, na przerwach, a nawet na facebook'u. Do tego rozwalanie każdej lekcji.
To wszystko nic. To przecież nic złego. Najgorsze, że skurwiel jest bogaty i cwany. Nie możesz takiemu nawet nic powiedzieć, bo wytoczy ci proces w sądzie, a miał już z tym styczność. 
I tutaj moja kolejna refleksja. Z tego co wiem przeszłość tej osoby jest dość bogata, mimo to przyjęto go do mojej szkoły, a każe uwagi płynące do dyrekcji są lekceważone i wmawia się, że to wina braku akceptacji klasy. Zajebiście. Nie wiem , może jestem fanem teorii spiskowych,ale ja tu wyczuwam jakieś interesy.
To jeszcze nie wszystko.
Piszę, bo ostatnie dni były dość ciekawe. Cwaniaczek zagroził koledze, że go pobije. I zrealizował groźby, jednak po pierwszym ataku rzuciło się na niego pół klasy. Efekt? Nie sądze, żeby miał jakiś problem, nie było to jakieś ciężkie pobicie, ale że typ jest cwany, to jeszcze  tego samego dnia pojechał do szpitala i dostał ładny papierek, że ma wstrząs mózgu (na to w jaki sposób go dostał też mam teorie,ale co ja tam wiem) , co dało mu podstawy do wytoczenia procesu szkole. To nic, że po wizycie dyrektorki w klasie, wszyscy mówili jaka jest prawda,że cwaniak jest głównym agresorem. Przecież to i tak wina klasy! To przez brak akceptacji! 
Nie będę juź wspominał, że koleś na jakieś 99% ma papiery na to, że jest chory psychicznie. No ale jakimś cudem chodzi do normalnej szkoły. Ciekawe czy to cud, czy coś innego.
Jak dla mnie chora sytuacja. Co najlepsze, on nie poniesie żadnej odpowiedzialności. Odpowiedzialność poniesie szkoła, mimo, ze nie ma żadnej winy. No ale jak się ma kasę, to przecież można każdemu udowodnić winę. Z podobnymi sytuacjami miałem do czynienia też w gimnazjum. To samo. Bogata rodzinka, 'święte' dziecko. Efekt? Kolesiowi gówno zrobili, a klasie mówiono pogadanki jak to trzeba akceptować kolegę. Wcześniej podobna sytuacja dotyczyła agresywnego ucznia, którego rodzina nie miała już tyle kasy. Efekt? Wyrzucony ze szkoły po roku.  I co, potem ta sama szkoła uczy mnie sprawiedliwości, dobroci i innych umoralniających wartości, podczas gdy jej organy zatapiają się w jednym wielkim zakłamaniu?
Popieprzony system, popieprzeni ludzie.

Żeby nie było. Ja nikogo nie oskarżam. Nie wiem jak jest. Nie znam się na tym, może faktycznie są takie procedury, nie da się zrobić nic innego itp. To jest jedynie moja opinia, którą przecież mam prawo mieć i wyrażać nie podając konkretnych imion i  nazwisk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz