28 grudnia 2011

Małe podsumowanie.

Na początek: To jest post taki bardziej osobisty, dotyczący mojego podsumowania tego roku, więc jeżeli wiesz, że generalnie masz to w dupie, to nie polecam marnować czasu ;D


Jako, że to moje takie osobiste miejsce do zapisywania różnych pierdół, pomyślałem, że pora napisać coś w formie podsumowania tego roku. Do jego końca pozostały zaledwie 3 dni, więc to optymalna pora. 
Rok 2011 zleciał jak zwykle strasznie szybko, no ale to norma, odkąd mam rachubę czasu, to zawsze wszystko szybko mija ( jak byłem dzieckiem , nie znałem się na kalendarzu, zegarku i wszystko trwało jakby dłużej). Oto krótkie podsumowanie, miesiąc po miesiącu:




Styczeń - etap wielkiej motywacji, planów i postanowień na nowy rok. Było fajnie, aż w końcu motywacja zaczęła znikać a z nią wszystkie fajne plany. W tym miesiącu mijało też pół roku trwania mojego związku.


Luty -  Ferie 2011. Trudno uwierzyć, ale pierwszy raz w życiu byłem w Zakopanem ;). Nie zapomnę jak jakiś chłop na Krupówkach wciskał mi jakiś obrazek z papieżem, wziąłem go żeby się odwalił , a ten kazał mi za to płacić. Oczywiście, że nie zapłaciłem. Pojebani ludzie.
Dużo rozmyślałem o moim podejściu do religii, to był chyba etap moich największych wątpliwości. Doceniłem moją umiejętność 'lania wody', którą cały czas doskonale!


Marzec - pierwsza poważana praca w moim życiu. Roznoszenie zaproszeń na zebranie członków ogródków działkowych. Adresy były praktycznie w całym Tarnowie, więc było sporo chodzenia, ale wspominam to bardzo miło. Po pierwsze możliwość zarobku ( nie pamiętam dokładnie ile zarobiłem), po drugie przez to ciągłe chodzenie po blokach itp. zacząłem trochę bardziej interesować się architekturą bloków z tzw. 'wielkiej płyty'. 
Zapisałem się też na korepetycje z matmy, przez które trochę więcej ogarniam i może jakoś to będzie.


Kwiecień - Zakończenie pracy, 17. urodziny, chwilowa motywacja do biegania, która minęła równie szybko, a także spory zawód. Dowiedziałem się, że ktoś ostro napierdala na mnie za moimi plecami, ale sprawa dość szybko się wyjaśniła ;]


Maj - generalnie chyba nic wartego zapisania się nie wydarzyło. 


Czerwiec - sporo jeździłem na rowerze, sporo planowałem. Pewnego razu byłem na rowerze ze znajomym. Zatrzymaliśmy się w okolicy rzeki Białej, w okolicy mostu kolejowego. Po jakimś czasie zauważyłem w wodzie ciało. Szok. Poziom wody był dość niski, więc ciało leżało sobie w wodzie. Potem policja, straż i te sprawy. Niefajne przeżycie, chodź z pewnością dość wyjątkowe i jedno z charakterystycznych w tym roku.
Oprócz tego, związek, w którym byłem prawie od roku jebał się coraz bardziej. Do dupy.
Zakończenie roku szkolnego i początek wakacji !


Lipiec - na początek miesiąca kolejne nieciekawe zdarzenie. Mój sąsiad umarł , bo.. zabiła go rura. Dosłownie. Facet spuszczał wodę i nagle rozwaliło rurę. Przestraszył się, bo wszędzie zaczęła się lać woda. Sąsiedzi zakręcili główny zawór wody, jednak facet się tak wystraszył, że dostał zawału i umarł. Sytuacja może brzmi dość dziwnie i niewiarygodnie,ale jest to jak najbardziej prawda. 
Zmieniłem telefon. Nokia N70 poszła na emeryturę, następcą został SE Hazel .
Rocznica związku. Nieudana, bo nie układało się jak nigdy wcześniej. Do dupy.
Oprócz tego masa innych wakacyjnych zajęć, o których nie będe się tu rozpisywał już i tak się dość otworzyłem.


Sierpień - praktycznie codzienne wypady nad wodę, codzienna jazda na rowerze - ogółem aktywność fizyczna była zachowana w 100%!
11 sierpnia powstał ten blog i jak widać funkcjonuje do dziś i mam nadzieje, że nie zniechęcę się, bo to naprawdę fajna sprawa!
Zakończenie wakacji 2011.


Wrzesień - 2 klasa liceum. Plus taki, że otrzymałem naprawdę fajny plan lekcji ( klik!)
Początek moich zajebistych przygód z reklamacją odtwarzacza Sansa Fuze ;x
Ogólnie, to był to chyba jakiś taki etap narzekania.


Październik - Życie od weekendu do weekendu. Nic ciekawego.


Listopad - Nabyłem nowy odtwarzacz, po czym byłem całkowicie spłukany finansowo. A tak to nic konkretnego.


Grudzień - Jak to w życiu każdego ucznia - w oczekiwaniu na przerwę świąteczną. Zacząłem trochę więcej blogować, uaktualniłem wygląd i takie tam nic nieznaczące pierdoły.


Chyba to tyle. Podsumowując, rok 2011 był dla mnie rokiem z pewnością udanym. Jedyne co mogę sobie zarzucić, to fakt, że trochę nie wykorzystałem wakacji, zleciały strasznie szybko na praktycznie niczym konkretnym.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz