Dziś mam wolne, a za rok w tym dniu będę pisał Maturę - całkiem ciekawie. Korzystając z okazji, że mam wolny dzień postanowiłem napisać co i jak w ostatnim czasie. Jak bardzo dobrze wiecie majowy weekend dobiegł końca i trzeba jeszcze trochę pochodzić do szkoły. W niedziele standardowo wybrałem się na rower. Wszystko ok, mimo, że to straszny złom, to jakoś jeździł. Aż do czasu, kiedy zauważyłem, a raczej zostałem poinformowany o tym fakcie, że mój rower jest w dwóch częściach. Nawet nie zauważyłem kiedy. To dość dziwne, że w rowerze traktowanym dość normalnie, bez żadnych skoków, ekstremalnych jazd po lasach itp. nagle łamie się rama. To jest właśnie zajebistość i bezpieczeństwo chińskich konstrukcji..
Wychodzi na to, że to koniec mojego planu wyrobienia sobie kondycji, koniec mojego sezonu rowerowego. Mój rower zakończył swój żywot i jakoś trzeba się z tym pogodzić. Żałuje, że nie wiem ile na nim przejechałem, bo nie mam się teraz czym pochwalić. A przejechałem dość sporo jak na początkującego i to na tak amatorskim sprzęcie.
Rower dostałem gdzieś w 6 klasie podstawówki (2007r)nie pamiętam dokładnie z jakiej okazji, ale chyba była to po prostu dobra wyprzedaż w kauflandzie. Może i rower nie był najnowocześniejszej konstrukcji, bo w tamtym czasie wszyscy pożądali mniej więcej TAKICH rowerów, ale mi się podobał. Na początku jeździłem może raz na tydzień gdzieś dookoła domu. Wyczynem było dla mnie jak kolega z gimnazjum wyciągnął mnie do Mościc, potem do Białej (wieś).
Potem przychodziły nudne wakacje, w które zupełnie nie miałem co robić, więc zacząłem więcej jeździć. Pojawił się kolejny wyczynowy wyjazd jak na tamten czas, czyli z Tarnowa do Mielca (50km w jedną stronę! Jak na taką kondycje jak miałem wtedy był to niezły wyczyn!) , potem Ciężkowice i wiele innych.
W efekcie jeździłem praktycznie codziennie o ile pogoda pozwalała i tak aż do ostatniej niedzieli. Może i to głupie, ale ten rower przeszedł naprawdę wiele i mimo tego, że rozpieprzał się praktycznie po każdym wyjeździe, to szkoda mi go.
| Rama w dwóch kawałkach.. |
Zacząłem biegać. Wcale nie z powodu braku możliwości jazdy na rowerze. Pisałem już o tym ostatnio - żeby równomiernie wyrobić sobie nogi. Zacząłem w niedziele, biegam głównie wieczorami, około 19.00 - moim zdaniem najlepsza pora. Wyczytałem, że najlepiej biegać na miękkim podłożu żeby nie przeciążać stawów. Szukałem takich miejsc blisko mojego domu i było ciężko. Ostatecznie postawiłem na okolice ul. Bandrowskiego i Przemysłowej - teren fajny, choć nie do końca taki miękki.
Biegam co 2 dni, czyli wychodzi na to, że prawie za godzinę wychodzę!
A poniżej dane GPS z wczorajszego biegania. Trochę słabo, no ale to dopiero początek.
| Start | |
|---|---|
| Dystans | |
| Czas trwania | |
| Średnia prędkość | |
| Max prędkość | |
| Kalorie | |
| Wysokość | |
| Przewyższenie |
Mam nadzieje, że moja motywacja będzie trwała długo. Założyłem sobie zeszyt, w którym piszę wszystkie moje cele. Dobra rzecz, bo łatwiej zapamiętać i łatwiej narzucić sobie jakiś cel, wyrzeczenie i inne. Jak dotąd zaplanowałem sobie, że codziennie rozwiązuje 10 testów na prawo jazdy no i że biegam. Idzie nieźle.
Co do prawka, to dziś śnił mi się MORD, a dokładniej mój egzamin, na który nie mogłem się dostać, bo się spóźniłem. Kiedy się dostałem i wyszedłem na plac manewrowy zobaczyłem tory. Podjechał pociąg, którym kierował mój egzaminator. Kazał mi wsiadać i robić łuk do tyłu pociągiem. Wkurwiłem się na mojego instruktora, że nie nauczył mnie nawet ruszać pociągiem. Pojebane, nie?
Powstał z tego taki dość osobisty wpis, o wszystkim i o niczym , no ale czasem coś takiego musi być, a następny post postaram się opublikować jak najszybciej i z pewnością będzie o czymś konkretniejszym!
Kochanie, trzymaj tak dalej, jesteś zajebisty we wszystkim co robisz i zawsze będziesz, wierzę w Ciebie! ten blog jest tylko potwierdzeniem moich słów!
OdpowiedzUsuń